Odkąd pojawiła się moja książka „O samotności inaczej”, wbrew marketingowym chwytom… jestem dużo mniej aktywna na FB i praktycznie nieaktywna na blogu. Wysłuchałam dziesiątki podcastów na temat samotności, która zatacza coraz większe kręgi. Obserwuję wszechogarniający pęd za szczęściem i spełnieniem. Przyglądam się tej pogoni za nowinkami, ciekawostkami, atrakcyjnością, obrazami słodkimi jak słoik Nutelli…
Odkąd pojawiła się książka „O samotności inaczej” zapadło milczenie. Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu temat, który poruszam w książce – tak powszechny i ważny – zainteresował stosunkowo niewielką grupę wierzących katolików. Chociaż książka sprzedała się bez reklamy i doczekała dodruku, to prasa katolicka – z jednym chlubnym wyjątkiem – nie odnotowała tak ważnego głosu. Jedyna recenzja ukazała się na portalu opoka.org.pl. za co jestem ogromnie wdzięczna redakcji. Dużą radość sprawiła mi także recenzja na blogu Ojca Piotra Reckiego SchP, proboszcza mojej rodzinnej parafii pod wezwaniem Najświętszego Imienia Maryi w Krakowie.
Odkąd pojawiła się książka „O samotności inaczej”, to w przeciwieństwie do ciszy medialnej, dostałam drogą mailową sporo pozytywnych recenzji. W prywatnych rozmowach czytelnicy różnych stanów, także małżonkowie i osoby konsekrowane, wyrażały wdzięczność za tę publikację. Dziękowano zarówno za odważne ukazanie bolączek życia kobiet niezamężnych w naszym Kościele, jak i za wskazanie konkretnego nauczania katolickiego w tym temacie. Co ciekawe, to samo katolickie nauczanie, które przytoczyłam na kartach książki, stało się także źródłem – co prawda nielicznych ale jednak… – ataków ze strony niektórych katolików. Usłyszałam głośny sprzeciw, wręcz odrzucenie tego nauczania a na usprawiedliwienie takiej postawy, powoływano się na Sobór Watykański II. Czyżby to było powodem wspomnianej „ciszy w eterze”?
Odkąd pojawiła się książka „O samotności inaczej”, z dużo większą świadomością obserwuję kryzys powołań, który z roku na rok się pogłębia. Zakony pustoszeją. Powołaniowe „oferty” stają się coraz bardziej infantylne. Działania duszpasterskie nieudolnie próbują konkurować z tym, co świat ma do zaoferowania. O tym jak bardzo błądzimy i nie potrafimy „łączyć kropek”, świadczy powszechny zachwyt w środowisku katolickim, nad filmem „Niedziele”. Ze świecą szukać recenzji obnażających emocjonalne manipulacje w tym filmie oraz wykoślawiony obraz czystości i dziewictwa. Szokujące jest dla mnie zaangażowanie Konferencji Episkopatu Polskiego w promocję tego filmu.
Odkąd pojawiła się książka „O samotności inaczej” nie zamieszczam na profilu FB, słodkich fotek. Mimo to, że Internet pełen jest pięknych zdjęć, błyskotliwych cytatów i motywujących postów, zalewa nas ciemność. Teologia sukcesu nie działa. Zamęt i zwiedzenie, nawet na poziomie obrazu uśmiechniętych twarzy w ferworze katolickiego aktywizmu. Wszystko praktycznie nas pociąga i fascynuje za wyjątkiem Prawdy. Ta zdaje się najmniej atrakcyjna, stąd taka niechęć do tradycyjnego nauczania katolickiego. Samo słowo „tradycyjny” budzi powszechną niechęć a nawet sprzeciw. Tradycyjna nauka katolicka na temat powołania, samotności, prawd wiary, dogmatów i szeroko rozumianego życia sakramentalnego, nie budzi zachwytu. Nie kojarzy się z pięknem. Prawdziwe piękno jest dziś pomijane, odrzucane i wręcz wyśmiewane. Jak ćmy lecimy do wszystkiego co ma pozór prawdy i piękna ale podawane jest nam w kuszącej, atrakcyjnej formie, która nie wymaga od nas wysiłku – ani wysiłku myślenia logicznego, ani pracy nad sobą czy samodyscypliny. Do głowy nam nie przyjdzie, że w procesie „gotowania żaby”, wciskana nam jest karykatura piękna i prawdy.
Odkąd pojawiła się książka „O samotności inaczej” widzę jeszcze wyraźniej, że rodzące się w sercu pragnienie szukania Prawdy, jest ogromną Bożą łaską. Obserwuję jak ci, którzy szukają Bożej Prawdy a nie sposobów na realizację własnej woli… rozkwitają pomimo olbrzymiego trudu (często duchowego bólu) jaki towarzyszy im na tym początkowym etapie odklejania się od własnego ego. Trud ten spotęgowany jest tym, że wciąż brakuje przewodników na tej drodze. Innej drogi jednak nie ma. Wierzę i ufam głęboko, że Pan Bóg nie zostawi nas w tych trudnych czasach i będzie wspierał mocą Ducha Świętego każdą duszę gotową na szukanie, odkrywanie i życie w prawdzie.
Jako ilustrację niniejszego rozważania wybrałam zacienione, białe konwalie w perspektywie słonecznego światła. Tak postrzegam tych, którzy mimo pozornej mniejszości, trwają wiernie w czystości myśli i ciała. Którzy wbrew otaczającej nas ciemności i coraz bardziej niesprzyjającym warunkom, patrzą w kierunku światła. Tym światłem, Wschodzącym Słońcem jest sam Jezus Chrystus, nasz Pan i Zbawiciel, jedyna: DROGA, PRAWDA i ŻYCIE.
Pieśń (Łk 1, 68-79)
Kantyk Zachariasza
Błogosławiony Pan, Bóg Izraela, *
bo lud swój nawiedził i wyzwolił.
I wzbudził dla nas moc zbawczą *
w domu swego sługi Dawida.
Jak zapowiedział od dawna *
przez usta swych świętych proroków,
Że nas wybawi od naszych nieprzyjaciół *
i z ręki wszystkich, którzy nas nienawidzą;
Że naszym ojcom okaże miłosierdzie *
i wspomni na swe święte przymierze,
Na przysięgę, którą złożył *
ojcu naszemu Abrahamowi.
Da nam, że z mocy nieprzyjaciół wyrwani, *
służyć Mu będziemy bez trwogi,
W pobożności i sprawiedliwości przed Nim *
po wszystkie dni nasze.
A ty, dziecię, zwać się będziesz prorokiem Najwyższego, *
gdyż pójdziesz przed Panem przygotować Mu drogi.
Jego ludowi dasz poznać zbawienie *
przez odpuszczenie grzechów.
Dzięki serdecznej litości naszego Boga, *
z jaką nas nawiedzi z wysoka Wschodzące Słońce,
By oświecić tych, co w mroku i cieniu śmierci mieszkają, *
aby nasze kroki skierować na drogę pokoju.
Chwała Ojcu i Synowi, *
i Duchowi Świętemu.
Jak była na początku, teraz i zawsze, *
i na wieki wieków. Amen.


