Celibat – wybór, dar czy patologia? 7/8

W ostatnim wpisie (Poszukiwanie Bożej koncepcji powołania. 6/8) sporo miejsca poświęciłam zmianie naszego  dotychczasowego sposobu myślenia na temat powołania człowieka. Tekst wydaje się dość spójny i logiczny. Życie natomiast pokazuje, że to nowe postrzeganie powołania sprawia problem, nie jest takie proste i oczywiste. Dlaczego?
Jeśli będziemy trzymać się kurczowo utartych schematów życiowego powołania (wpis: Dwie drogi. 4/5 oraz Powszechna koncepcja powołania. 5/8) i odrzucimy dotychczasowe nauczanie Kościoła Katolickiego, uznając wyższość małżeństwa nad innymi stanami, to tym samym bardzo szybko uderzymy w wartość celibatu i bezżeństwa dla Królestwa Bożego. Zechciejmy dostrzec tę niebywałą zależność, że wszystkie powołania są ze sobą powiązane. Są tak ściśle ze sobą połączone, że jeśli uderzysz w jedno, to niszczysz pozostałe! Obecna debata na temat celibatu, która toczy się wśród duchownych a także wśród wiernych Kościoła Katolickiego, obnaża słabości w formacji duchowej naszej wspólnoty, właśnie w temacie powołania jako takiego. Zarówno na poziomie duchowieństwa jak i wiernych. 

Jak współczesny katolik ma rozumieć celibat? Jak ma rozumieć bezżenność dla Królestwa Bożego skoro Kościół, który przez wieki będąc znakiem sprzeciwu dla świata, dziś jakby nigdy nic, pragnie się z tym światem bratać? Zwolennicy zniesienia obowiązkowego celibatu trzymają się kurczowo argumentu, że celibat kapłański jest prawem kościelnym – nie dogmatem – a prawo można zmienić. Zapominają przy tym, że – co trafnie zauważył bp. Ryś – chociaż „celibat nie należy do natury kapłaństwa, to ze swej natury jest on bardzo zgodny z tym, do czego z natury zmierza kapłaństwo. Zmierza do pokazania pierwszeństwa Boga w naszym życiu oraz pokazania, że Bóg jest miłością i że miłość jest najważniejsza”. Taki sposób myślenia zakłada wartość życia dla Królestwa Bożego z niepodzielnym sercem i oddaniem się na wyłączność największej miłości jaką jest sam Bóg. 

Ilu spośród nas wierzących tak dzisiaj myśli? Kto nas tak wychowuje? Coraz mniej przykładów z życia, które pokazują taką miłość w praktyce? Jak mamy dostrzec tę niepodważalną wartość celibatu – już nie tyle w oczach świata co w oczach samego Boga – skoro w naszej mentalności króluje od pewnego czasu protestancki sposób myślenia, a co jeszcze bardziej przykre i niebezpieczne, protestancki sposób interpretacji Słowa Bożego? Swoją drogą, jeszcze kilka lat temu nie do pomyślenia! Coraz więcej świeckich katolików (ale także duchownych) w bardzo sugestywny sposób zachwala łączenie posługi protestanckich pastorów z rolą bycia mężem. Nie przeczę, że taki pastor może być bardzo sprawny organizacyjnie i świetnie ogarniać kilka „etatów”. Problem w tym, że taki pastor nie jest kapłanem tylko organizatorem nabożeństwa a to spora i zasadnicza różnica. Czy zdajemy sobie sprawę z tego, że „kapłan jest nie tylko drugim Chrystusem alter Christus, ale jest także Ipse Christus, jest samym Chrystusem!”. (*) Czy jesteśmy jeszcze katolikami i wierzymy w realną obecność Ciała i Krwi Jezusa Chrystusa podczas Konsekracji w czasie Mszy Świętej? Dzięki komu jak nie katolickim kapłanom ta konsekracja – a co za tym idzie żywa obecność Jezusa pośród nas – jest możliwa od ponad dwu tysięcy lat?! 

Rodzi się pytanie, dlaczego spora grupa katolickich księży dąży za wszelką cenę do zniesienia celibatu i cieszy się na wieść o kolejnych, rewolucyjnych, często absurdalnych nowinkach Synodu Amazońskiego? Niemieccy biskupi twierdzą, że celibat w dzisiejszych czasach już się nie sprawdza, jest „nieprzystosowany do realiów naszego życia” a bp. Kräutler informuje, że „pierwotni ludzie nie rozumieją celibatu” (poruszył tym do żywego wnuka nawróconego szamana – TEKST). Z ubolewaniem muszę stwierdzić, że współczesne  myślenie o celibacie ukazuje seksualność jako siłę nie do ujarzmienia. Wartość pożycia małżeńskiego urasta do takiej rangi, że celibat, ze swej istoty (niezgodnej z  naturą) wydaje się być skazany na porażkę. 

Zastanawiam się jak w takiej aurze odnajdują się „świeccy celibatariusze” czyli ci wszyscy bezżenni katolicy obu płci, którzy z przeróżnych powodów nie założyli rodziny. Skąd mają czerpać siłę, motywację i wzór bezżenności dla Królestwa Bożego? Zdaje się, że w dzisiejszych czasach najpewniejszym i niezawodnym przykładem będzie dla nich już tylko sam Mistrz – Jezus Chrystus – i Jego Rodzice. Oczywiście mogą też czerpać ze świadectwa świętych, którzy dla Królestwa Bożego byli w stanie poświęć wszelkie dobra i przyjemności tego świata. Smutkiem jednak napawa, że kondycja duchownych tak osłabła, że radykalizm ewangeliczny nie jest już dla nich na tyle pociągający aby poświęcać mu własny żywot.   

Kiedy czytam artykuły wraz z komentarzami, na temat zniesienia obowiązkowego celibatu, to dotarło do mnie, że dyskusja na argumenty nic tu nie da. Wiadomo, że celibat nie jest w Kościele Katolickim związany z doktryną tylko z dyscypliną. Natomiast dyscyplina nie bierze się z powietrza ale z wiary. Spójna historia wiary w sens celibatu i jego wartość (szczególnie w odniesieniu do kapłanów) sięga pierwszego wieku i listów św. Pawła. Może warto z równie wielką pieczołowitością, z jaką niektórzy „doktoryzują” się w poznawaniu protestanckiego podejścia do tematu, zacząć zgłębiać katolicką tradycję i wielowiekowe doświadczenie tych, którzy niestrudzenie celibat zachowywali?

Warto zauważyć, że w celibacie nie chodzi (tylko i jedynie) o to co odrzucasz i czego jesteś pozbawiony (życie seksualne, macierzyństwo/ojcostwo) ale przede wszystkim o to co wybierasz, czym żyjesz, i czemu służysz całym swoim życiem! Wbrew pozorom dotyczy to również bezżennych świeckich. Służąc Bogu wchodzisz po pierwsze w relację oblubieńczą, relację miłości więc rozwijasz się wewnętrznie. Otrzymujesz wówczas ŁASKĘ BOŻĄ. Żyjesz w niej, w czystości serca, we wstrzemięźliwości i z niepodzielnym sercem służysz Bogu i Królestwu Bożemu.  Nie jesteś wówczas rozdarty, rozproszony i uzależniony od trosk tego świata. Realizujesz tym samym najwspanialsze i podstawowe powołanie każdego człowieka, dla którego Bóg powołał nas wszystkich do życia. (piszę o tym we wpisie Poszukiwanie Bożej koncepcji powołania. 6/8).

W tym miejscu warto nadmienić, że nieprawdą jest to, że tylko wybrani celibatariusze posiadają tę Bożą łaskę. Nabywają ją WSZYSCY ślubujący celibat! Ale co więcej, nabywają ją także ci świeccy bezżenni, którzy z ufnością  proszą o nią w szczerej modlitwie. Dowodem na to jest moje osobiste doświadczenie życia w „celibacie niewybranym”. Odkrycie tego jak cenne w Bożych oczach jest bezżeństwo dla Królestwa Bożego odmieniło o 180 stopni moje postrzeganie „niewybranej samotności”. Sama wiedza i przekonanie o wartości czegoś oczywiście nie wystarczą aby tym żyć. W przypadku bezżenności dla Królestwa Bożego potrzebna jest pomoc z góry. Każdy o nią może prosić więc prosiłam i ja. Prosiłam i dostałam mimo, że żadnych oficjalnych ślubów nie składałam. Wierny bowiem jest Bóg swoim obietnicom i skoro powiedział „proście a otrzymacie”, to wystarczy posłuchać tego co Sam nam podpowiada.  Warto przy tym pamietać, że już sama miłość Boża jest wartością. Ona przewyższa pokusy i ich atrakcyjność. Oprócz tego, jak już wspomniałam, w człowieku działa konkretna łaska Boża, która jest SIŁĄ! Natura łaski Bożej jest taka, że jest ona STAŁA i NIEZMIENNA dla każdego, gdyż nasz Bóg jest Bogiem wiernym. Jeśli powiedział, że coś daje, to daje naprawdę i na zawsze! On nie zmienia zdania. Nie powinni go zmienić również ci kapłani, którzy celibat ślubowali samemu Bogu. Uleganie pokusie zerwania z celibatem nie usprawiedliwia fałszywego przekazu jakoby zostali „Bożej łaski celibatu” pozbawieni. 

Dlaczego mimo to człowiek ma mnóstwo problemów z zachowaniem celibatu i zaczyna wątpić w siłę łaski?

Ponieważ fakt, że łaska jest stała i stale obecna w duszy człowieka, nie oznacza, że jest ona cały czas w takim samym stopniu odczuwalna. Pojawiają się okresy próby. Właśnie na tym próba polega, że łaska Boże jest ale człowiek jej nie odczuwa. To jest naturalne zjawisko. Problem tkwi w odczuwaniu a nie w rzeczywistej obecności, czy też nieobecności łaski Bożej. Człowiek pozbawiony jest tych odczuć właśnie po to, aby mógł stawić czoła pokusom. Pokusa, która się pojawia jest próbą, wezwaniem od Boga aby człowiek podjął walkę duchową. Podjęcie walki duchowej w wolny sposób (to znaczy dzięki wolnej decyzji) świadczy o wierności człowieka Bogu. Jednocześnie przejście przez taką próbę rozwija człowieka i umacnia go. Bóg czasami przez ciężkie próby prowadzi ludzi i uzdalnia ich do większych zadań, do wzrostu duchowego. Złoto próbuje się w ogniu a człowieka przez dopuszczenie do niego pokusy. Człowiek wzrasta i umacnia się poprzez walkę z trudami i przeciwnościami, które ma znosić dla Ewangelii. Na tym polega natura naszego powołania.

Reasumując, między innymi:

  • celibat ma być znakiem, że człowieczeństwo jest czymś znacznie przekraczającym naturę i biologię;
  • miłość rozumiana jako miłość do Boga i służenie Królestwu Bożemu jest znacznie silniejsza niż słabości ludzkie wynikające z biologicznej natury człowieka;
  • człowiek składa się z psychiki, ciała oraz duszy i może być zintegrowaną całością; siły seksualności mogą być energią, którą można wykorzystać do działania na chwałę Bożą, do służenia Mu;
  • człowiek który żyje łaską, w głębokiej relacji z Bogiem, jest znakiem, że seksualność nie jest siłą, która go niszczy i rozsadza od wewnątrz, ale jest elementem integralnym człowieka i to człowiek (z Bożą pomocą) nad nią panuje;

Jeśli więc znosimy celibat, to tym samym mówimy, że łaska Boża i siły człowieka są niewystarczające żeby nad seksualnością zapanować i ochronić człowieka przed zniszczeniem wewnętrznym. Wniosek nasuwa się prosty: Bóg jest słabszy od natury – stworzył naturę, która w człowieku jest silniejsza niż On sam. (sic!) Jeśli przyjmiemy ten wniosek w odniesieniu do celibatu i księży, to małżeństwo katolickie, rozumiane jako sakrament też przestaje mieć sens. No bo co zrobić wtedy, gdy pojawią się realne problemy? Na przykład któreś z małżonków zachoruje nieuleczalnie, wyjedzie na dłużej  „za chlebem” albo na imprezę integracyjną korporacji. Zawsze może powiedzieć, że zdrada, w którą wchodzi jest wynikiem tego, że nie można zapanować nad siłami natury, bo są one większe i silniejsze od jego woli. A dostał je przecież od Boga.

Jak już wspomniałam na początku tego wpisu, wszystkie powołania są ze sobą powiązane. Podważenie celibatu uderza bezpośrednio w bezżeństwo świeckich dla Królestwa Bożego a także w katolickie małżeństwa. Jeśli zaś uderzasz w samotnych (żyjących w celibacie niewybranym) i podważasz sens ich powołania indywidualnego (sens i wartość ich życia), to tak samo uderzasz i w małżeństwa oraz księży/zakonnice. Bo Bóg jest jeden i niepodzielny. Jeśli Bóg nie prowadzi nas w naszej trudnej sytuacji której nie wybraliśmy, jeśli tak jakby nas nie dostrzegał w naszym trudzie, cierpieniu, i osamotnieniu, to oznacza, że ludzie którzy przeżywają trudności w małżeństwie (krzywdę, zdradę, osamotnienie) też będą pozbawieni Bożego błogosławieństwa, Jego pomocy i łaski. 

Deprecjonując stan wolny/bezżeństwo świeckie w Kościele Katolickim (odbierając wartość życia takiego indywidualnego powołania) uderza się zarówno w małżeństwo jak i w kapłaństwo. W małżeństwo ponieważ kobiety będą desperacko wchodzić w związki małżeńskie uciekając przed samotnością (można to zaobserwować już dziś), narażając się tym samym na nieudane małżeństwa, rozwody oraz rozbijając inne związki sakramentalne. Podobnej pokusie mogą ulegać kobiety porzucone przez swoich mężów. W przypadku kapłaństwa, deprecjonowanie wartości życia bezżennego powoduje nieproporcjonalny nacisk na wartość małżeństwa. To z kolei, powoduje przesuwanie akcentów w hierarchii powołań, podważanie sensu celibatu i tęsknotę za małżeństwem u księży. Bliższe stają się wzorce denominacji protestanckich czy kościołów wschodnich aniżeli wielowiekowa tradycja Kościoła Katolickiego, w którym pragną posługiwać. Śmiem twierdzić, że to szukanie kompromisów i bratanie się z duchem tego świata nie poprawi ani kondycji katolickiego duchowieństwa, ani nie przyczyni się do wzrostu powołań. Odbije się natomiast na morale sporej części świeckich wiernych mimo, że dziś wielu z nich zdaje się tego nie dostrzegać i beztrosko wspiera wszelkie inicjatywy odejścia od obowiązkowego celibatu księży. 

Wątpiących w sens celibatu kapłanów i tych, którzy przeżywają kryzys kapłaństwa, ponownie odsyłam do wspaniałej lektury Raniero Cantalamessy, pt. „Czystego serca”. (**) Pozycja ta wydaje się także bezcenna dla wszystkich świeckich wiernych stanu wolnego, którzy co prawda celibatu dobrowolnie nie wybrali ale siłą rzeczy przyszło im w nim żyć. Poznanie piękna i wartości tego stanu może skutecznie wyleczyć z wszelkich kompleksów i nadać naszemu życiu nowej jakości, nowego smaku i wydać owoce o jakich nam się  nie śniło… 

Jesteś tego warta! Musisz to mieć! 1/8
Życie zgodne z powołaniem kobiety. 2/8
„Salpa maggiore” bez powołania. 3/8
Dwie drogi. Kropka. 4/8
Powszechna koncepcja powołania. 5/8
Poszukiwanie Bożej koncepcji powołania. 6/8
Celibat – wybór, dar, czy patologia? 7/8
„Światłem ciała jest oko”. 8/8

(*)
„Drodzy bracia w kapłaństwie, zachowajcie zawsze tę pewność: być z Chrystusem na Krzyżu jest tym, co kapłański celibat ogłasza światu! Składana przez niektórych propozycja, aby oddzielić celibat od kapłaństwa poprzez udzielanie święceń mężczyznom żonatym (viri probati), jak mówią, „z powodów i konieczności duszpasterskiej”, będzie miała poważne konsekwencje i w rzeczywistości definitywnie przełamie Tradycję apostolską. Zamierzamy skroić kapłaństwo na nasz, ludzki rozmiar, ale nie uwieczniamy, nie przedłużamy kapłaństwa Chrystusowego – posłusznego, ubogiego i czystego. Rzeczywiście, kapłan jest nie tylko drugim Chrystusem alter Christus, ale jest także Ipse Christus, jest samym Chrystusem! I dlatego, idąc za Chrystusem i Kościołem, kapłan zawsze będzie znakiem sprzeciwu!” /kard. Robert Sarah, Prefekt Świętej Kongregacji d.s. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów – słowa wypowiedziane podczas kazania w trakcie Mszy Świętej na zakończenie tegorocznej Pielgrzymki Tradycji Katolickiej Paryż – Chartres/

(**)
„… dziewictwo i celibat nie negują natury, lecz realizują ją na wyższym poziomie. Aby dowiedzieć się kim jest człowiek i czym jest dla niego to, co naturalne, myśl ludzka opierała się zawsze na analizie samej jego natury, uważając naturę – zgodnie z etymologicznym znaczeniem tego słowa – to, czym człowiek jest i co posiada od urodzenia. Lecz Biblia (której obce jest pojęcie natury w odniesieniu do człowieka) opiera się na idei POWOŁANIA. Człowiek jest nie tylko tym, czy jest z urodzenia, ale także tym, kim – za pośrednictwem swej wolności i w posłuszeństwie Słowu Bożemu – ma się stać z powołania. Człowiek doskonały – jak mówili Ojcowie Kościoła – to Jezus zmartwychwstały, „drugi człowiek”, „Adam” (por. 1 Kor 15, 45-47). Im bardziej ktoś zbliża się do tego modelu człowieczeństwa, tym bardziej sam staje się prawdziwym człowiekiem i w pełni człowiekiem. Gdyby istniała tylko natura, nie byłoby uzasadnionej przyczyny przeciwstawiania się naturalnym skłonnościom i popędom. Lecz oprócz niej istnieje także powołanie. W pewnym sensie moglibyśmy powiedzieć, że naturalniejszym stanem człowieka jest właśnie dziewictwo, bo nie jesteśmy powołani, by żyć w wiecznej relacji pary małżeńskiej, ale by żyć w wiecznej relacji z Bogiem. To Bóg, a nie jakiś ludzki partner ma być zawsze naszym „wszystkim” (por. 1 Kor 15, 28).” /„Czystego serca” – Raniero Cantalamessa OFMCap./

„Uczestnicząc w spotkaniach powołaniowych, odnosiłem niekiedy wrażenie, że zaproszenie, by pójść za wezwaniem do specjalnej konsekracji, było kierowane z tą przemilczaną wprawdzie, ale domyślą intencją: „Podejmijcie nasze życie pomimo tego, że zakłada ono celibat czy dziewictwo. Będziecie bowiem mogli przyczynić się do przyjścia Królestwa Bożego, pomagać ubogim, uświadamiać masy, żyć w wolności, a nie jako niewolnicy rzeczy. Będziecie mogli popierać sprawiedliwość społeczną”. Uważam, że powinniśmy z całą prostotą przyznać się do naszej małej wiary i mieć odwagę zaprosić młodych ludzi do podjęcia życia konsekrowanego nie pomimo dziewictwa i celibatu, które ono zakłada, ale właśnie dla nich albo przynajmniej także i dla nich. I może – podobnie jak w przeszłości i u początków Kościoła – właśnie ten ideał zachwyci młodych ludzi i pociągnie ich do życia zakonnego i kapłańskiego, zamiast ich od niego oddalać. 
Dziewictwo dla Królestwa Bożego jest w rzeczywistości wspaniałą wartością, której ani moda, ani czas nie zdołają zniszczyć. Mogą złączyć się wszystkie potęgi i mądrość tego świata oraz tak zwane nauki humanistyczne, by protestować przeciw tej formie życia, aż do określenia jej hańbą przeszłości. Można obrzucić ją wszelkiego rodzaju podejrzeniami i dodać wszystkie grzechy i niewierności tych, którzy tę formę życia wybrali i podjęli – lecz ona przetrwa, gdyż ustanowił ją Jezus. Nikt nie zdoła wykorzenić z ziemi tej rośliny, którą Syn Boży zasadził własnymi rękami, przychodząc na świat. Sam świat, nie zdając sobie nawet z tego sprawy, spłaca tej wartości swój honorowy dług, gdy ze słowa „czystość” czyni jeden z symboli języka publicystycznego o szczególnej sile przyciągania. Najlepsza wełna to czysta wełna (*); najszlachetniejszy olej to olej czysty. Czystość zawsze pozostanie symbolem tego , co wśród wytworów człowieka i ziemi jest najpiękniejsze i nieskażone. Powinniśmy na nowo przyswoić sobie te słowa i symbole, które zeświecczona kultura zapożyczyła z Biblii i tradycji chrześcijańskiej, pozbawiając je zupełnie właściwego im znaczenia religijnego. Słowo „dziewictwo” jest jednym z nich.” /„Czystego serca” – Raniero Cantalamessa OFMCap./ (*) Używając  tutaj słowa vergine – dosłownie dziewica lub dziewicza – w znaczeniu przymiotnikowym, autor posługuje się określeniami typowymi dla języka włoskiego. Po polsku mówimy raczej: czysta wełna (a nie wełna dziewicza, jak sugeruje tekst oryginału), czysty olej, itp. choć i nam znane są takie zwroty, jak np. puszcza dziewicza (przyp. tłum.).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *